Łódź zawsze słynęła jako duże miasto przemysłowe. Fabryki, zakłady i robotnicy – z tym właśnie kojarzono Łódź w XIX i XX wieku. Niewiele osób jednak wie, że miasto miało jeszcze jeden charakterystyczny problem: przez długi czas brakowało w nim kanalizacji i dostępu do wody, co miało negatywny wpływ na wszystkie sfery życia, pisze ilodz.com.
Oczywiście higiena mieszkańców Łodzi była wówczas zupełnie inna. Jak było – wspominamy w poniższym materiale.
W jakich warunkach żyli mieszkańcy Łodzi na początku XX wieku?

Aby lepiej zrozumieć specyfikę higieny mieszkańców Łodzi w przeszłości, należy poznać warunki, w jakich żyli. Dynamiczna industrializacja, budowa nowych fabryk i zakładów oraz szybki wzrost populacji powodowały, że ludziom brakowało mieszkań. Miasto przyciągało robotników z różnych części województwa i całego kraju, którzy masowo przybywali tu w poszukiwaniu zarobku. Jednak liczba mieszkań rosła znacznie wolniej.
Oczywiście istniały domy robotnicze i mieszkania wynajmowane robotnikom, ale z biegiem czasu zaczęło ich brakować. W źródłach archiwalnych można znaleźć informacje, że często w jednym pokoju mieszkała cała rodzina. Mieszkania były ciasne i przeludnione, co znacznie utrudniało utrzymanie porządku.
W pomieszczeniach mieszkalnych nie było urządzeń sanitarnych. Ludzie często myli się i jedli w pokojach, w których spali. Wodę trzeba było przynosić do domu ze studni znajdujących się na podwórkach, których również brakowało w wielu miejscach. Do prania brudnej odzieży robotniczej potrzeba było dużo wody, a rzeczy te prano ręcznie na specjalnej tarce, a potem wykręcano. Było to nie tylko bardzo trudne i wymagające dużego wysiłku, ale też niehigieniczne, ponieważ ubrania prano rzadziej niż to było potrzebne. W rezultacie ubrania często były brudne przez dłuższy czas, co powodowało nieprzyjemny zapach, wywoływało choroby skóry (i nie tylko) oraz sprzyjało rozprzestrzenianiu się infekcji.
Brakowało nie tylko wody, ale także podstawowych artykułów codziennego użytku. W archiwalnych wspomnieniach łodzian można znaleźć informację, że czasami najmłodsi w rodzinach jedli z tej samej miski. Ze względu na brak miejsca w mieszkaniach brakowało również łóżek, więc na jednym spali na zmianę różni członkowie rodziny. Czasami spali razem, co też było bardzo niehigieniczne.
Woda z beczek, jedna wanna dla wszystkich i rzadkie kąpiele
Podobnie jak w przypadku prania, kąpiel również była trudna i rzadka. Woda ze studni była bardzo zimna, a za ciepłą wodę trzeba było dodatkowo zapłacić. Takie opłaty pobierali woziwodowie. Kiedyś ten zawód był w Łodzi bardzo popularny, ponieważ dostarczali wodę w specjalnych beczkach i sprzedawali ją bezpośrednio na ulicach.
Woziwodowie nie jeździli codziennie, a kiedy uż przyjeżdżali, trzeba było stać w długiej kolejce po swoją porcję wody. Usługi te kosztowały pieniądze, których zwykłe rodziny robotnicze często nie miały.
W takich sytuacjach trzeba było szukać alternatyw. Zdarzało się, że czasami cała rodzina myła się w tej samej wodzie, w ustalonej kolejności. Zwykle najpierw kąpał się gospodarz, potem gospodyni, a na końcu dzieci. Oczywiście trudno było się dobrze umyć w takich warunkach, a dodatkowo w ten sposób choroby przenosiły się z jednego członka rodziny na drugiego. Szczególnie narażone były najmłodsze dzieci, dlatego w tamtych czasach śmiertelność wśród dzieci była bardzo wysoka.
Łaźnie publiczne i kąpiele w okresie międzywojennym

Na początku w Łodzi istniały kąpieliska, potem pojawiły się łaźnie publiczne, na które moda przyszła z innych krajów europejskich. Łaźnie stały się wybawieniem w sytuacji, gdy miasto wciąż nie miało wodociągów i kanalizacji, choć dla wielu były to usługi luksusowe.
W czasie I wojny światowej mieszkańcy Łodzi byli zmuszani do korzystania z łaźni publicznych z powodu epidemii tyfusu, cholery i gruźlicy. Mieszkańcy mogli korzystać z nich również w latach powojennych, choć nie zawsze mieli na to pieniądze – bezpłatnych możliwości mycia się w normalnych warunkach praktycznie nie było.
Jedna z takich łaźni znajdowała się na ulicy Wodnej. Co ciekawe, posiadała nawet osobną kabinę prysznicową dla dzieci chorych na świerzb, ponieważ w latach powojennych epidemie nadal były powszechne, a problem z dostawą wody pozostawał aktualny przez długi czas.
Problem z higieną istniał nie tylko z powodu braku środków. Ludzie nie mieli jasnego zrozumienia, dlaczego regularna higiena jest ważna. Kobiety często czytały magazyny modowe, które udzielały różnych porad dotyczących pielęgnacji, ale nawet w nich brakowało jednomyślnych opinii na temat kąpieli: w niektórych pisały, że codzienne mycie jest konieczne, w innych – że nie. Panowała absurdalna opinia, że regularnie należy myć tylko odsłonięte części ciała, które są widoczne dla innych, więc często higiena nie wychodziła poza okolice kołnierza.
Z czasem w mieszkaniach zaczęły pojawiać się higieniczne kąciki. Stały tam miski, wiadra, dzbany z wodą, a na półkach leżały ręczniki, grzebienie, mydło i inne przybory toaletowe.
Stopniowo wszystko zaczęło się zmieniać. Najważniejsze było to, że ludziom udało się zmienić swoje nawyki i podejście do higieny, a nawet banalne mycie rąk po powrocie do domu czy wykonaniu jakiejś pracy stało się z czasem normą.